W końcu po tygodniu udało mi się skończyć obrabianie zdjęć z ostatniej sesji i postanowiłem spędzić popołudnie tworząc ten właśnie wpis na blogu. Jak wspomniałem w zajawce sesja została przygotowana przy współpracy ze stylistką Paulą i modelką Olą. Częstym problemem przy tego rodzaju spontanicznych pomysłach, w które zaangażowane jest kilka osób, jest zgranie wszystkiego w czasie i zadowolenie wszystkich stron, tak by każdy na koniec wyszedł z przeczuciem, że warto było poświęcić te kilka godzin. Poza tym w przypadku, gdy pracuje się z kimś po raz pierwszy, pojawiają się obawy czy ktoś nie nawali, czy nie wystawi w ostatniej chwili bez dawania znaków życia lub też będzie problem z komunikacją na planie zdjęciowym.
Czasami, ze względu na swoje doświadczenie oraz „jakość” profili na portalu MaxModels, podchodziłem dość sceptycznie do tematu znalezienia kogoś do współpracy przy sesji właśnie na tym portalu. Raz pełny sukces, innym razem totalna klapa – jak to w życiu bywa. Przyznam się, że przy ostatniej sesji wrażenia były jak najbardziej pozytywne. Gdy szukaliśmy z Paulą kandydatki do sesji, profil Oli wpadł nam w oko i bardzo chcieliśmy, aby ona wzięła w niej udział. Udało się! Jej zdjęcia profilowe dokładnie odzwierciedlały umiejętności, a ponadto dobrze współpracowało się nam podczas zdjęć. Muszę też przyznać, że jest cierpliwą osobą i przez te kilka godzin nie było żadnych zgrzytów![]()
A czemu fajnie było zrobić tą sesję….. bo każdy z nas odwalił swój kawałek dobrej roboty, bez którego nie byłoby efektu końcowego. Jestem tym typem człowieka, który ceni w innych profesjonalizm. Nie ważne co się robi, czy ktoś jest kelnerem, fryzjerem, czy też fotografem – ważne jest by dać z siebie wszystko tak by druga strona była w pełni zadowolona, dobrze wspominała współpracę i w dodatku do nas powróciła. Nie zawsze ma się to szczęście, by spotkać podczas sesji osoby, które nie tylko się przygotują do zadania, ale są też kreatywne i potrafią doskonale się porozumieć z innymi. Jednak, gdy to się już uda, to wtedy widać tego efekty. W przypadku sesji zdjęciowych śmiem stwierdzić, że czasami od fotografa zależy najmniej. Nawet jeśli ktoś jest mistrzem retuszu zdjęć, to niektórych aspektów dobrego/ciekawego zdjęcia nie da się potem naprawić. To zdjęcie może nie mieć już tego, co przyciągnie wzrok oglądającego i wywoła zachwyt połączony z przeciągłym „wooooow”. Dlatego też kieruje się w swojej pracy podejściem, aby jak najwięcej zmienić przed naciśnięciem migawki w aparacie, a jak najmniej klikając potem myszką. Nie zawsze się to udaje, ale ku temu zmierzam wytrwale. To tylko moje zdanie, z którym każdy może się nie zgodzić![]()
Przy tej sesji chciałem osiągnąć efekt white seamless. Studio, w którym robiliśmy sesję, nie jest zbyt długie, przez co odległość modelki od tła to jest raptem jakieś 1.5 metra. Niestety powoduje to nieproszone odbłyski od tła na modelce. Poza tym modyfikowałem trochę koncepcję światła w trakcie i skorzystałem z pomocy mojego ulubionego beauty dish, do którego często powracam.
Teraz kończę swoje wywody i zapraszam do oglądania zdjęć, a ja zabieram się do lektury książki Syla Areny o błyskaniu.
PS. Ostatnie trzy zdjęcia z dedykacją dla Pauli, która lubi cienie na zdjęciach![]()
Stylizacja: Paula Tybon,
Modelka: Ola Lewandowska











© 2012 Marcin Grela